Nadszedł czas na 3 już akt naszego (nie)wspaniałego przedstawienia o treści już wam pewno znanej. Nie marnuję już więcej słów, bo i nie ma po co, więc kurtyna w górę, mili przyjaciele! *Marian się kłania, a Maciej i Franek kręcą korbą. Kurtyna się podnosi*
~*~
Tymczasem w domu u Rumuna w najlepsze trwał rozpierdol. Austria wskoczył na stół i odprawiał jakiś striptizopodobny taniec, co spotkało się z dezaprobatą Szwajcarii, który począł go doprowadzać do porządku, zanim zsodomizuje resztę mebli. Zataczająca się Węgry i zdziczały Japonia wszystko nagrywali, a trio z myślami najbardziej perwersyjnymi właśnie próbowało ich przekonać, by zdobyty materiał po imprezie wysłać na ich skrzynki mailowe. Białoruś śliniła rosyjski szalik wciąż nudząc o ślubie. Ivan, próbując opanować strach, ciągle dolewał jej do kieliszka, by w końcu ograniczyć jej poczytalność. Zadanie łatwe nie było, ale miał nadzieję, że geny zawiodą i nawet Natalia wymięknie po takiej ilości czystego spirytusu. Litwa, cały w bandażach, ze sztuczną siekierą wbitą w głowę, skończywszy swój wykład, wdał się w rozmowę na temat ataku bobrów zombie z Polską przebranym za paluszka, który wciąż czekał w miarę trzeźwy, by ujrzeć Rusa na kacu. Gdzieś w kącie Niemcy próbował tłumaczyć Feliciano, że rozbieranie się i ucinanie sobie sjesty w tym momencie nie jest dobrym pomysłem. Słysząc jego krzyki zboczone trio znów się ożywiło. Rumunia siedział przy domowym barku i topił swoje smutki w koniaku. Nigdy, naprawdę nigdy, nie da się ponownie namówić na urządzenie takiej Sodomy w swoim domu. I ma w głębokim poważaniu wszystkie Drakule, Edwardy i inne Ciuleny, które zwaliły mu się na chatę. W żaleniu się towarzyszyły mu mniejsze państewka bałkańskie, które z kolei cierpiały z powodu braku ich oryginalnych postaci w mandze. Nawet ze względu na zaistniałą sytuację (i ilość promili we krwi) zapomnieli o dawnych urazach. W kącie salonu spity Dania uskarżał się na brak miłości, czy choć odrobiny tolerancji ze strony Norwegii, co tamten odebrał jako prowokację i nasłał na niego trolla, który w trakcie podróży przez trzy pokoje nie wiedzieć czemu zaginął. Jakoś nie przyszło im do głowy by martwić się o Berwalda czy Tino. W sumie czy oni w ogóle zauważyli ich brak?
Norwegia siedział zasępiony, patrząc w dal przez okno i rozmyślając nad losem swojego trolla. Pod wpływem trunków obudził się w nim liryczny pierwiastek, co skłoniło go do głębokich przemyśleń. Dokąd ten przygłupi troll zmierzał? Co planował? Co się z nim dzieje? Wystarczy powiedzieć że niegdyś pewien małoletni chłoptaś w szkole dla dzieci specjalnych załatwił go sztuką wywijania patykiem. Co by dobić Was drodzy czytelnicy, dodamy, że całą zasługę zagarnął jego rudy przyjaciel z syndromem niewyżytego orangutana. Po tej fatalnej porażce troll postanowił spędzać swój czas serfując w internecie wkurzając innych użytkowników. Więc, moi drodzy, jakby co, to wińcie Danię.
Norwegia oderwał się od swoich myśli, gdyż na sali zapadło pewne poruszenie. Oto Węgry, kończąc nagrywanie erotycznych zmagań Austrii ze Szwecją poczęła okładać Prusaka swoimi króliczymi uszami, dołączonymi do kostiumu.
- Thy ghupkuuuuuuuuu~! Zaabhałeś mi mhoją menskoooość-! - wydzierała się, bijąc albinosa i wyrywając się z objęć Turcji w stroju Rambo, który próbował ją uspokoić. Włochy, widząc zaistniałą sytuację również zaczął bić Niemcy.
- Veeee~! Nie lubisz mojej nagościiiiiiii~!
Rumunia patrzył się na to przez chwilę stojąc obok barku. Nie mógł przez kilka chwil dojść do siebie, ale w końcu oderwał się i wyżłopał butelkę wiśniówki.
- ... Serbio. Powiesz mi, co tu się dzieje?
- Ja tam nie mam pojęcia, ale wygląda jak zlot polskich studentów - wtrącił się niepytany Czechy, który przechodził obok ciągnąc za sobą łańcuch.
- CO?! WCALE NIE! NIE OBRAŻAJ ZŁOTEJ POLSKIEJ MŁODZIEŻY TY DACHOWYOBSRAŃCU!!! - wydarł się Feliks, dosłyszawszy obrazę swoich mieszkańców. Jego sąsiad, również będący już po kilku głębszych, podchwycił tę abstrakcyjną dyskusję.
- TO NAWET NIE JEST PO CZESKU, NIEMOTO! A ŚWIĘTY WOJCIECH BYŁ OD NAS!
Serbia nie odpowiedział, bo był zbyt zajęty pochłanianiem kolejnej butelki śliwowicy (własnej produkcji zresztą) i kolejną kłótnią z Czarnogórą o to, kto z kim i kiedy będzie brał ślub i dlaczego „Czarnogóra to część Serbii i już”. Macedonia próbowała ich jakoś uspokoić, Chorwacja z Bośnią krytykowali resztę (poleciało też coś o zdjęciach rodzinnych i kiedy się dobrze na nich wychodzi), a Słowenia sobie z nich wszystkich kpił jeszcze bardziej zagęszczając atmosferę. Ktoś z tymi personami nieobeznany pewno spodziewałby się kolejnego Kotła Bałkańskiego.
Białoruś w końcu padła, a szczerze uradowany tym Rosja wyrwał szalik z jej zaciśniętych rąk krzycząc „Pabiedaaa!!!”, co prawie zwaliło ją z krzesła.
A tymczasem kłótnia dwóch Słowian wciąż trwała. Polska wyzywał Czechy od Śląskozajebywaczy, a ten Polskę od Dzielnicowców. Litwa bezradnie spoglądał na całą sytuację, bo zaczynała być nawet zabawna. Tekst Feliksa "Dobrawa miała krzywe zęby, a ja sem twój tatinek" doprowadził gości do konwulsji ze śmiechu. Zsiniały Czech chwycił Polskę za włosy i zaczął grozić aneksją Sudetów. Nagle pojawił się dziwny pan w białym kilcie. Wyrósł niemalże znikąd i poprawiając okulary, zaczął:
- Witam, jestem z Hooptymistycznego Instytutu Otwierania Polaków, i chciałem przeprowadzić pewien eksperyment... Ale, że mamy w towarzystwie tylko jednego polaka muszę poprosić jeszcze jednego z panów...- tu spojrzał na otępiałego Litwę -O, pan wygląda wystarczająco polsko! Normalnie jakby pan przez kilka lat dzielił z nami politykę, walutę i język! No, proszę, proszę! - zaciągnął Polskę i Litwę w bok sali, gdzie nie wiadomo kiedy pojawił się stóg siana, roztaczający złotą aurę.
- Proszę usadowić się na tym stogu. Jestem pewien, że to załagodzi wszelkie konflikty, między waszą dwójką i nie tylko! A teraz przepraszam, muszę porozmawiać z tamtą panienką o zaakceptowaniu własnego ja. Żegnam. - Powiedział dziwny facet i oddalił się wgłąb sali.
Polska nie przejmując się abstrakcyjnością sytuacji (w końcu to POLAK) niczym się nie przejmując, rzucił się swawolnie rzucił się na stóg siana. Gdy już porządnie się na nim usadowił, wyjął z kieszeni stroju paluszki i podał je Lici zapraszająco:
- Ceeeeesz?
Litwa niewiele mając do powiedzenia (ciągle widział na sobie wzrok gościa w okularach) ułożył się obok polski, częstując się paluszkiem. Dopiero teraz zorientował się, że na jego zacnym nosie spoczywają wielgachne, białe okulary. Bóg miłosierny raczył wiedzieć, co to mogło znaczyć – pomyślał Litwa, gdy nagle zauważył coś dziwnego.
Sufit zaczął się jakby... rozpływać. Na, już i tak nienaturalnie oświetlony stóg siana (siła GMO?) spłynęła fala niesamowicie jasnego światła. Toris ujrzał kształt człowieka, jednak fakt, że była oświetlona od tyłu uniemożliwiał jakiekolwiek odróżnienie rysów twarzy.
- Boże...? Jęknął wzruszony Litwa.
- Tia. Jakby co, to ja nic nie wiem, młody. Gdzie kończy się moje pojmowanie tam zaczyna się Polska. Nara, robaczku. - Rzekł i znikł tak szybko, jak się pojawił, i widział on, że było to dobre.
Litwa gapił się jakiś czas na sufit, po czym wzruszył ramionami i wrócił do normalności. Jednak, lata z Feliksem w jednym domu robiły swoje.
C.D.N.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz